Kiedy poczujemy się w tym kraju bezpiecznie?
Tutaj u nas to wogóle nie na się wyjść na ulicę, odkąd
zorganizowana grupa nielegalnych tłumaczy napisów
przejęła kontrolę nad bojówkami Cracovii. Ostatnio
zrobili sobie ustawkę z tłumaczami z Wisły w Parku
Miejskim, poturbowane zostały matki z dziećmi. Podobno
poszło o szesnasty akapit czwartego odcinka ostatniej
serii LOST. Gdzie te czasy, kiedy można było spokojnie
pospacerować wieczorem po mieście, a tłumacze siedzieli
po cichutku w piwnicach lub tłumaczyli popołudniami
pod ogrodzeniem szkolnym. Teraz policja jest do
tego stopnia ostrożna, że nawet boi się zabrać samotnego,
spotkanego na ulicy tłumacza na izbę, żeby mu to wybić
z głowy.
Co gorsza, firmy ochroniarskie znacząco podniosły
stawki abonamentów, odkąd na osiedlu nasiliły się
tłumaczenia z włamaniem. Ostatnio u mnie w domu
partol przepłoszył takiego kryminalistę, który
włamał się przez okno dachowe, i niezrażony wyjącym
alarmem bezczelnie tłumaczył znaleznione na półce
koptyjskie wydanie Sillmarilionu. Christopher Tolkien
został powiadomiony w urzędu przez prokuraturę, a
mój prawnik mówi mi, że prawdopodobnie poniosę drastyczne
konsekwencje niezabezpieczenia dzieła chronionego
prawami autorskimi przed tłumaczeniem.
Chciałem zapewnić sobie możliwość obrony, i wystąpiłem
o pozwolenie na legalne tłumaczenie w ramach miejsca
zamieszkania, ale komendant lokalnej policji uznał,
że niewystarczająco podlegam zagrożeniu, i zasugerował
zakup tłumacza elektronicznego, który jak na razie
nie podlega pozwoleniom.
Obawiam się, że będę musiał sobie załatwić zaświadczenie
lekarskie, o niezdolności powstrzymania się od okazyjnych
tłumaczeń w wyniku przebytego w maleńkości polio. Bez
tego jestem zgubiony, ostatnio na Balicach o mały włos
byłbym sobie przetłumaczył napis “Men” na drzwiach
do toalety. Na szczęście w ostatniej chwili stojący
obok Aragorn mnie powstrzymał, po na 100% padłbym
ofiarą Oka. Bezpiecznie poszedłem naszczać w krzaki.
Znalezione w sieci
